Hej 👋
A zaczniemy od cytatu:
"Świat zewnętrzny zawsze pokazuje ci tylko to, w co uwierzyłeś, kim jesteś."
W tym numerze: rozmowy o przekonaniach, które oglądałem w tym tygodniu, statystyka wyglądająca inaczej w internecie niż na ulicy, darmowe narzędzie, które znalazło błąd na mojej własnej stronie, oraz lista rzeczy, które widzę na prawie każdej stronie, jaką w tym miesiącu otwierałem. Lecimy.
🧠 Refleksja tygodnia
Oglądałem w tym tygodniu 2 rozmowy z Agą Holą.
Obie są o tym, jak bardzo istotne są przekonania.
Świat zewnętrzny jest odbiciem mojego stanu.
Chodzi o to, że rzeczywistość nie odbija przypadkowych myśli. Możesz myśleć coś złego przez pół dnia i nic z tego nie wyniknie.
Odbija te przekonania, których już nawet nie kwestionujesz, bo nie wiesz, że je masz. Po prostu myślisz, że taka jest prawda i tyle.
I to odbicie rzadko jest dosłowne. Na przykład, nikt nie przychodzi i nie mówi Ci, że jesteś niewystarczający. To wychodzi inaczej. Nie prosisz o pomoc. Zaniżasz cenę. Czekasz, aż ktoś sam Cię zauważy.
Druga rzecz, która za mną chodzi.
Ta sama krytyka dla jednej osoby jest zwykłą informacją, a dla drugiej boli. Różnica nie jest w słowach, tylko w tym, czy te słowa potwierdzają coś, w co już wierzysz o sobie.
Czyli emocja jest informacją. Pytanie brzmi: "w co musiałbym wierzyć, jakie musiałbym mieć przekonanie, żeby teraz czuć to, co czuję?"
To jest pytanie, bezpośrednio kierujące na przekonanie. I w trybie przypuszczającym.
Podobne rzeczy słyszałem na warsztacie, na którym byłem w maju z Neurohackingu. Mam gdzieś książkę Vadima Zelanda "Transerfing rzeczywistości", może dobrze ją przeczytać ponownie.
Fajna perspektywa patrzenia na to, co się dzieje.
Polecam rozmowę Cypriana z Agą:
💡 Inspiracja tygodnia
Siedzę przy komputerze i mam takie: a, tego za mało, jeszcze to, jeszcze tamto. Cały czas w niedostatku.
Później wychodzę do świata rzeczywistego i jest zupełnie inaczej.
Wczoraj byłem na evencie z 2 przyjaciółmi i to była naprawdę duża wartość. Mogę kogoś dotknąć. Mogę potańczyć i się poruszać. Mogę spotkać się z przyjaciółmi. Przyjaźń potrzebuje bycia razem fizycznie, nie tylko pisania i rozmów telefonicznych.
I tu przychodzi rzecz, o której ostatnio myślę:
Gdzie tak naprawdę szukamy potwierdzenia, że jest dobrze.
Jak walidujemy (jak ja waliduję) siebie, to jednak inaczej mam, jak porównuję się do cyfrowego świata, internetu, social media.
A inaczej, jak wychodzę do świata fizycznego i spotykam ludzi.
W internecie każdy jest przedsiębiorcą. Każdy jest milionerem. Wszyscy są młodsi i już zarobieni.
A teraz wyjdź z pokoju. Wyjdź z mieszkania. Idź na ulicę, na zwykłą domówkę, spotkaj się ze zwykłymi ludźmi.
Większość z nich pracuje na etacie i zarabia minimalną albo średnią krajową.
To jest norma.
Wiadomo, jeśli pójdziesz na imprezę wyłącznie dla przedsiębiorców, z dużym filtrowaniem ludzi, to jasne, że statystyka będzie inna. Ale poza takimi miejscami wygląda ona całkiem inaczej niż to, co widać przez ekran.
Spotykasz ludzi na żywo i masz takie: przecież wszystko jest okej.
W jednym i w drugim świecie szukamy tej samej aprobaty, żeby jakoś odnaleźć się wśród ludzi.
Tylko jeden z nich pokazuje wycinek, a drugi pokazuje, jak jest.
🔧 Narzędzie tygodnia
Microsoft Clarity.
Darmowe, wpina się w kilka minut i nagrywa, co ludzie robią na Twojej stronie. Widzisz mapy kliknięć i nagrania sesji.
Polecam je szkołom, z którymi rozmawiam, bo przy problemie "za mało osób zostawia kontakt" to jest pierwsza rzecz, która pokazuje, gdzie dokładnie ludzie się zatrzymują, zamiast się tego domyślać.
W tym miesiącu Clarity pokazało mi błąd na mojej własnej stronie.
Na landingu dla szkół językowych ludzie klikali w miejsce, w którym nic się nie działo. Okazało się, że komunikat o błędzie w formularzu wyświetla się pod przyciskiem nawigacji, więc na telefonie jest poza ekranem.
(psss. oczywiście, że Clarity ma MCP, więc możemy podłączyć do Claude'a, albo do ChatGPT.)
Człowiek klika "dalej", nic się nie dzieje i nie ma pojęcia dlaczego.
Płacę za ruch na tę stronę i sam bym tego nie zauważył, bo na komputerze wszystko wygląda dobrze.
📈 Rozwój biznesowy
Od 3 tygodni mam puszczone reklamy, które targetują szkoły językowe.
Szkoła się zgłasza, ja wchodzę na jej stronę i nagrywam wideo z tym, co tam znalazłem i co jest do poprawy u nich. Zrobiłem tak z ponad 30 stronami.
Rzeczy zaczęły się powtarzać. Poniżej lista, która sprawdza się nie tylko w niszy szkół językowych. Działa tak samo u dekarza, fizjoterapeuty i osoby, która sprzedaje kurs online.
- Nie mierzysz, więc nie wiesz. Google Analytics, piksel Facebooka, Conversion API, Clarity, Hotjar. Na większości stron nie było nic z tego albo był sam piksel i nic poza nim. Bez tego nie wiesz, ile osób wchodzi, skąd przychodzą i w którym miejscu odpadają. Najczęściej zaznaczaną odpowiedzią w moim formularzu na pytanie, skąd przychodzą kursanci, jest "Szczerze? Nie wiemy dokładnie".
- Reklamy wyłączane po kilku dniach. Kampanie chodzą kilka dni i znikają. Bez pomiaru na stronie widać tylko koszt, więc wyłączenie ich jest zupełnie naturalne. Tyle że Meta potrzebuje dłuższego czasu, żeby nauczyć się, komu pokazywać reklamę, i taka kampania nie zdąży się rozkręcić.
- Stara oferta wisi na stronie. Kursy i obozy, które skończyły się w lipcu, dalej stoją na stronie głównej z napisem "zapisy otwarte". Ich podstrony dalej są w Google i to na nie trafiają ludzie z wyszukiwarki.
- Zbierasz adresy, które nigdzie nie idą. Test poziomujący albo formularz prosi o maila i to jest dobre. Tylko potem nie ma ani systemu mailingowego, ani żadnej sekwencji. Człowiek zostawia kontakt i nie dostaje z powrotem nawet jednego zdania. W tym czasie spokojnie pisze do innej firmy.
- Dowody, które masz, są schowane. Liczby, opinie i wyniki lądują na samym dole strony albo w karuzeli, którą trzeba przeklikać. Kto nie scrolluje do końca, nie dowie się, z kim ma do czynienia.
- Droga do kontaktu jest za długa. Formularz kilkanaście ekranów w dół na telefonie. Przycisk pod zaproszeniem na bezpłatną rozmowę prowadzący do formularza zamiast prosto do kalendarza. Cennik z kilkudziesięcioma pozycjami i ani jednego przycisku zapisu przy konkretnej usłudze.
Żadna z tych rzeczy nie jest trudna technicznie.
A zrobi różnicę.
🎥 Creator Journey 🎥
Mam dużą wdzięczność za to, że jestem w Warszawie.
Jest tu dużo synchroniczności. Wpadam na ludzi, dzieją się rzeczy, których nie planowałem.
Wczoraj kupiłem sobie karnet na Smolną, gdzie można grać w ciągu dnia i sobie poćwiczyć granie.
Grałem wczoraj na mikserze Xone:96 i było zajebiście.
Nie nagrałem seta, bo nie mam zewnętrznego rekordera. Więc potrzebuję go kupić ;]
Ale, co do grania samej muzyki - to zawsze było mi blisko do ciemnego, mrocznego, hipnotycznego techno.
To, co jest w nim super, to powtarzalność. Da się dzięki niej wejść na inny poziom świadomości.
Nie mówię o hard techno. Ono ma inną energię, wciąga, ale może męczyć.
Muzyka wolniejsza, jak house i tech-house mają za to zupełnie co innego. Dużo kontaktu wzrokowego, wymiany energii, uśmiechu. Tańczysz z kimś, patrząc mu w oczy. To jest super i na maksa wyjątkowe.
Ale jednak wyjątkowe jest techno. Takie prawdziwe (dla mnie).
Na festiwalu Hive w Niemczech była scena Junkyard i to tam grała Überkikz. Byłem na jej secie. Jest świetna.
Wrzucam jej set:
💬 Przemyślenia? Komentarze? Odpisz na tego maila!
Dzięki, że jesteś.
Pięknego tygodnia i do następnej niedzieli ✌️
Bartek