Spis treści
Landing page łatwo zamienić w ścianę wszystkiego, co robisz. O mnie, wszystkich usługach, pięciu pomysłach na ofertę i czterech przyciskach. W live o budowie landing page'a z AI pokazywałem prostszą kolejność: nagłówek, problem, oferta, dowód i call to action. Jeden cel.
To nie jest szablon, który trzeba wkleić bez myślenia. To kolejność pytań. Dzięki niej ekspert nie zaczyna od kolorów i animacji, tylko od tego, co odbiorca ma zrozumieć, zanim kliknie.
1. Nagłówek: dla kogo i po co
Pierwszy ekran ma dać człowiekowi powód, żeby zostać. Nie musi opowiadać całej historii marki. Powinien nazwać sytuację odbiorcy i pokazać, co może być po drugiej stronie. Jeśli prowadzisz szkołę, treningi albo konsultacje, mów o konkretnej zmianie, a nie o tym, że jesteś kompleksowy.
Zamiast: „Pomagam rozwijać biznes online”, spróbuj: „Pomagam właścicielom szkół językowych uporządkować stronę zapisu na kurs, żeby zainteresowany wiedział, co ma zrobić dalej”. To nie jest gotowiec dla każdego. To przykład różnicy między etykietą a komunikatem.
2. Problem: pokaż, że widzisz moment przed decyzją
Problem nie służy do straszenia. Ma sprawić, że odbiorca rozpozna własną sytuację. Może ma ruch z reklamy, ale strona nie tłumaczy oferty. Może ludzie pytają w wiadomościach o rzeczy, które powinny być jasne na stronie. Może zapis działa, ale nikt po nim nie wie, co będzie dalej.
W tym miejscu nie potrzebujesz pięciu problemów. Wybierz ten, który prowadzi do jednej oferty. Przy stronie z AI (otwiera się w nowej karcie) nadal najpierw trzeba podjąć tę decyzję. Narzędzie może pomóc zbudować sekcje, ale nie wybierze za Ciebie, o czym ma być strona.
3. Oferta: co konkretnie dostaje człowiek
Gdy problem jest nazwany, powiedz, jak wygląda kolejny krok. Nie „kompleksowe wsparcie”, tylko zakres, format i efekt, którego dotyczy oferta. Dla kursu może to być zapis i dostęp. Dla konsultacji: rozmowa, plan i decyzja, co poprawić. Dla usługi: co przygotujesz i co klient dostanie na końcu.
Dobra oferta nie potrzebuje udawać, że jest dla wszystkich. Ma pomóc właściwej osobie odpowiedzieć: „czy to jest dla mnie teraz?”.
4. Dowód: nie obietnica, tylko coś do sprawdzenia
Po ofercie odbiorca naturalnie pyta: „dlaczego mam w to wierzyć?”. Dowodem może być przykład, fragment procesu, opinia za zgodą albo konkretna sytuacja, którą możesz uczciwie pokazać. Jeśli nie masz jeszcze case study, nie wymyślaj go. Pokaż, jak pracujesz i czego nie obiecujesz.
Ważne, żeby dowód wspierał właśnie tę ofertę. Na przykład opis małego lejka i tego, co wydarzyło się po uruchomieniu reklamy, jest bardziej użyteczny przy rozmowie o zapisie niż przypadkowa lista logo. Zobacz, jak wyglądał mój mały lejek (otwiera się w nowej karcie): liczby nie zastępują komunikatu, ale pozwalają sprawdzić kontekst.
5. Przycisk: jeden ruch, który ma znaczenie
Call to action nie jest ozdobą na końcu strony. To odpowiedź na pytanie: co odbiorca ma zrobić teraz? Zapis, zakup, rozmowa albo pobranie materiału. Jedna strona może mieć ten sam przycisk w kilku miejscach, ale niech prowadzi do tego samego działania.
Gdy na jednej stronie prosisz jednocześnie o telefon, newsletter, obserwowanie profilu, pobranie PDF-a i zakup, odbiorca może nie wybrać niczego. W prostym lejku (otwiera się w nowej karcie) następny krok nie musi być największym zobowiązaniem. Ma być jasny i pasować do etapu, na którym jest człowiek.
Test przed publikacją
Przeczytaj pierwszy ekran i odpowiedz na pięć pytań: dla kogo to jest, jaki problem nazywasz, co dokładnie proponujesz, co potwierdza tę obietnicę i co odbiorca ma kliknąć. Jeśli na któreś nie ma prostej odpowiedzi, nie dokładaj jeszcze nowej sekcji. Najpierw popraw komunikat.
Landing page nie potrzebuje być wielkim projektem. Ma prowadzić właściwą osobę przez jedną decyzję. Dopiero gdy ta droga jest czytelna, warto testować kolejne warianty nagłówka, dowodu albo układu.









